niedziela, 30 grudnia 2012

Położyłam się po obiedzie spać. Obudziłam się i wstałam chciałoby się napisać ale moje nogi odmówiły posłuszeństwa!!   
Malo z łózka nie wypadłam ;)
Teraz jest już troszkę lepiej ;)

Pies tez biega ;)

Dzisiaj drugi raz z pierwszego tygodnia.
Zapowiadali na dziś deszcze ale co innego meteorolodzy a co innego pogoda. Burza trwała cala noc a dzisiejszy dzień jest słoneczny. Bez jednej chmurki ;)
Na boisku były 3 inne panie wiec pies został w aucie. Po 2 moich rundach panie skończyły swoje i poszły do aut. Wiec poczekałam az mi trafi na marsz i pomaszerowałam do auta po psa ;) Biedna, krótkonoga psinka zrobiła ze mną 3 rundy ;) Ponieważ łapki ma krótkie to była tak wykończona ze jak wróciłyśmy do domu to nawet nie miała siły wskoczyć na swojego ukochanego pana ;)
Szczerze mówiąc to jeszcze śpi ;)
A ja po obiedzie wyjmę poduszkę do masażu i potraktuje nią moje biedne łydki :PP

piątek, 28 grudnia 2012

Decyzja podjęta.

Kilka tygodni przygotowywania psychicznego, godziny czytania, do rozumu doszło. Decyzja podjęta. Biegam.


Grunt to mieć plan.
Moj, wygrzebany gdzieś w necie plan, mówi, ze w 1 tygodniu 2 minuty biegu i 4 marszu. I tak razy 5 ;)
Pierwsza runda była mordercza. Rozsadzało mi klatkę piersiowa, nie mogłam się doczekać tych zbawiennych 4 minut marszu (czyt. odpoczynku) No ale sumienie nie pozwalało wlec się jak żółw wiec maszerowałam ;) Druga runda dużo lżejsza, trzecia jeszcze bardziej. O dziwo te zbawienne 4 minuty marszu zaczęły się wlec jak ten żółw z 1 rundy ;)
W 4 rundzie dostałam od życia w twarz, żebym sobie nie myślała ;) Wyszło zmęczenie. 4 minuty nadal były długie ale 2 minuty biegu zamieniły się w 2 godziny :P Ostatnia runda "przeleciała" szybciutko i nawet jakiś taki drobny zal mnie naszedł, ze to już koniec.
Po bieganiu poszłam do sklepu. Zobaczyłam swoja purpurowa twarz w lustrze i mało nie pękłam ze śmiechu ;)
Plan mówi min. 3 razy w tygodniu ;)